NIEZALEŻNIE OD PRZESŁANEK

Nie dostrzegają bowiem, że w społeczeństwie, które z powodu znacznego spadku rozrodczości jest już na drodze do starzenia się i wymierania, właśnie rodziny wielodzietne stanowić mogą zbawienne iró- dło regeneracji i odrodzenia. Jeśli go nie stanowią, to tylko dlatego, że jest ich za mało. A za mało dlatego, że tak nie­wiele spotykają zrozumienia i pomocy. Niezależnie od wszel­kich religijnych przesłanek, ideałów i wskazań, z czysto spo­łecznych i demograficznych względów rodziny wielodzietne powinny być otoczone powszechnym uznaniem, szacunkiem i troskliwą opieką. Nakazuje to zwykła sprawiedliwość, gdyż w ogólnym rozrachunku społecznym rodziny takie ponoszą ciężary rodzicielstwa za tych, którzy ponosić ich nie chcą. Ludzie, którzy ze wzgardliwą ironią traktują wielodzietnych rodziców, wystawiają sami sobie smutne świadectwo braku elementarnego poczucia społecznego, braku sprawiedliwości i patriotyzmu.

RELIGIJNI RODZICE

W swych życiowo skromnych warunkach są oni znacznie bliżsi Bogu, realizując podobny styl życia, jaki On sam wybrał dla siebie na ziemi i jaki wyraźnie preferuje u tych, których powołuje do dawa­nia świedectwa.Toteż prawdziwie religijni rodzice wielodzietni nie powinni ozuć się przygnębieni i upokorzeni ani swymi .skromnymi warunkami żyda, ani liczebnością poitomstwa — taka posta­wa byłaby w ogóle niezgodna z rełigią w imię której po­dejmują te zadania. Przedwnie — powinni czuć się głęboko zaszczyceni i szczęśliwi, iż powołani są do najwspanialszej służby wydawania na świat i kształtowania duchowego i cie­lesnego nowych ludzi. Ale cóż powiedzieć o tych ich rodakach, krewnych i znajo­mych, którzy zamiast głębokiego uznania i pomocy oikazują im złośliwość i pogardę? Abstrahując od. religii, dziwić się trzeba ich krótkowzroczności.

POŻĄDANA REALIZACJA RODZICÓW

Jeśli wielodzietność nie jest zaplanowaną i pożądaną reali­zacją życiowych ideałów, które pragnie się przekazać potom­stwu, jeśli jest ona tylko krzyżem, który dźwiga się z głę­boką, choćby skrywaną wewnętrzną udręką i poczuciem życiowej klęski, to nic dziwnego, że dzieci odrzucają taką frustracyjną postawę, nawet łącznie z religią, w której do­patrzyć się mogą tylko zbioru udręczających przepisów i za­kazów.Bo też istotnie owa frustracyjna postawa w znacznej mierze wyrasta z mniej lub więcej skrytej czy podświadomej tęskno­ty do hedonistycznego stylu życia i szczęścia, do materiali­sty czneg o i cielesnego użycia, którego pochwały wszędzie się dokoła głosi i do którego wszyscy wyrywają się i dążą. I nie wszyscy rodzice, którzy wbrew owej tęsknocie bohatersko po­dejmują ciężar wielodzietności, rozumieją w pełni, że to he­donistyczne d materialistyczne nastawienie do żyda jest cał­kowicie sprzeczne z duchem Ewangelii.

BOLESNY PROBLEM

Dla­tego też, jeśli nawet posiadają odpowiednie zdolności, często nie chcą uczyć się dłużej czy kończyć wyższych sltudiów, lecz dążą do tego, by jak najszybciej zarabiać i móc upodobnić się do owych „szczęśliwców” w ubraniu, stylu życia i posiada­niu różnych, najczęściej zbędnych, luksusowych przedmiotów.Dotykamy tu bardzo bolesnego problemu. Chodzi o pyta­nie, dlaczego cii bohaterscy w swej religijności rodzice wielo­dzietni tak często nie potrafią przekazać własnej pełnej wyrzeczeń postawy dzieciom? Dlaczego niektóre z tych dzieci dorastając odrzucają nawet religię, jako coś, co im będzie w życiu tylko zawadą?Wydaje się, że ogromną rolę odgrywa tu postawa społe­czeństwa wobec wielodzietności. Pewna matka ośmiorga dzie­ci, dzielna kobieta i praktykująca katoliczka, zwierzyła mi się kiedyś, że niczym były dla niej trudy i kłopoty wychowania w porównaniu z cierpieniem i upokorzeniem, jakie sprawiały jej pełne wzgardliwego politowania spojrzenia znajo­mych i „przyjaciół” i ich złośliwe uwagi na temat jej wielo­dzietności.

MORALNIE ZDROWA RODZINA

Ogólnie stwierdzić trzeba, że uboższa, lecz moralnie zdrowa rodzina wielodzietna stanowi lepsze środowisko wychowaw­cze niż zamożna rodzina z jedynakiem lub dwojgiem dzieci. Dzieci z rodzin wielodzietnych, żyjąc wśród licznego rodzeń­stwa, szybko wyrabiają w sobie cenne zalety społeczne, jak zmysł opiekuńczy, altruizm i zaradność życiową. Nie są też przekarmiane, zwłaszcza mięsem i słodyczami, co w rodzinach zamożnych tak często doprowadza do otyłości, próchnicy zę­bów, wczesnej miażdżycy i innych chorób u rozpieszczanych jedynaków. Dzieciom z rodzin wielodzietnych grozi .jednak poważne niebezpieczeństwo zazdrości w ‚stosunku do uprzy­wilejowanych i opływających we wszystko jedynaków.

POZIOM ŻYCIA

W warunkach, gdy wyższy poziom życia jest niejako premią za nierodzenie, można istniejące i zresztą bardzo nieliczne rodziny wielo­dzietne podzielić na dwie kategorie: 1) zupełnie nieodpowie­dzialne rodziny z marginesu społecznego, gdzie dzieci potrze­bują daleko idącej pomocy ze strony społeczeństwa, 2) ro­dziny, w których większa liczba dzieci przychodzi na świat dlatego, że rodzice nie umieją stosować naturalnej regulacji poczęć, a jednocześnie ze względów religijnych nie decydują się na antykoncepcję ani na przerywanie zaistniałej ciąży. Postawę tych ludzi można określić jako bohaterską i pełną poświęcenia. Jest to postawa wierności dla wyznawanych za­sad i życiowego ideału. Przyjrzyjmy się bliżej tej właśnie drugiej kategorii rodzin. Jakie tu dostrzeżemy plusy i minusy?

RODZINY WIELODZIETNE

Pracuje się przecież „dla niego”, zabiega o pieniądze, wygody, luksus „dla niego”, by miało w życiu lepiej, mogło stanąć wyżej, sięgnąć dalej, zrealizować te marzenia rodziców, których oni sami zrealizować nie mogli. Gdy nieco podrośnie i pójdzie do szkoły, powie mu się: „My od ciebie niczego nie chcemy, ani wyręki w domu, ani pomocy idla innych — ty się tylko ucz, bo tylko nauka zapewni ci karierę, stanowisko i pienią­dze, a to tylko liczy się w życiu. Czy rodziny wielodzietne (posiadające więcej niż czworo dzieci) wolne są od takich błędów? Trzeba przede wszystkim zapytać, czy istnieją rodziny wielodzietne „z wyboru”? Być może, ale należą one do rzadkich wyjątków.

ZMNIEJSZENIE MOŻLIWOŚCI

Większa liczba dzieci w rodzinie oczywiście wyraźnie zmniejsza te możliwości. Zaabsorbowanie rodziców pracą zawodową odbiło się rów­nież w znacznym stopniu na wychowaniu. Bardzo ucierpiał tak istotny czynnik, jakim jest stały kontakt z dzieckiem, rozmowy, czuwanie nad nim i pouczanie przy różnych oka­zjach w życiu codziennym. Można też nieraz zauważyć u dzi­siejszych rodziców dwie przeciwstawne tendencje uczuciowe: z jednej strony zmęczenie pracą zawodową powoduje, że dziecko odczuwane (jest jako ciężar, nie ma się dla niego czasu ani siły, z drugiej zaś awansuje ono (zwłaszcza jeśli jest tylko jedno lub dwoje) do rangi domowego bożyszcza, które­go wszystkie zachcianki muszą być spełnione d którego obec­ność ma nadawać sens codziennej szarpaninie.

W KRAJACH ROZWINIĘTYCH

Można stąd wnioskować, że liczne ciąże i porody, będące tu przejawem biologicznej siły ustroju, bynajmniej tej siły nie podkopują i nie stanowią przeszkody dla zdrowej długo­wieczności. Tak jest oczywiście w prostych i naturalnych wa­runkach pracy i odżywiania, w których żyją tamte społeczeń­stwa. Bardzo istotny jest też fakt, że dzieci nie stanowią tam wielkiego problemu, nie muszą mieć wygód ani wykształce­nia, a przy tym już od wczesnych lat życia pomagają rodzi­com w ich pasterskiej i rolniczej ptracy.Zu,pełnie inaczej sprawa przedstawia się w krajach tzw. , rozwiniętych. Tu płodność ogranicza się nie tylko z powodu pracy zawodowej kobiet i braku opieki w domu, lecz i ze względu na „warunki”, które rodzice muszą zapewniać dzie­ciom, a które dyktowane są nie przez wzgląd na zdrowie, moralność i właściwe wychowanie, lecz nierzadko przez sno­bizm, ambicję d dążenie do jak najwyższej stopy życiowej, luksusu i użycia w sensie materialnym.

SPADEK DZIETNOŚCI

W tych warunkach spadek dzietności był też nieunikniony — rodziny z jednym lub dwojgiem dzieci stały się zjawiskiem typowym. Znaczne zmniejszenie dzietności zmieniło też stosunek do dziecka. Słusznie powiedzsiał kiedyś warszawski ginekolog Ireneusz Roszkowski, że „jedno dziecko — to dziecko stra­chu”. Nie tylko strachu — można dodać — ale i wielkich błędów wychowawczych. Łatwiej będzie ocenić tę sytuację, jeśli sięgniemy na przeciwległy biegun, do tych społeczeństw, gdzie naturalna i zdrowa, nie hamowana sztucznie rozrodczość jest regułą. Przykład stanowią tu tzw. ośrodki długowiecz­ności. Z badań przeprowadzanych w takich okolicach przez gerontologów radzieckich (Spasokukocki i współpracownicy, Pikchełauri i inni) wynika, że wśród zdrowych kobiet ponad stuletnich często spotyka się takie, które za młodu rodziły 8 —10 i więcej dzieci.