REALIZACJA CELÓW

W realizacji tych celów dzieci stały się przeszkodą, tym bardziej że w pracy zawodowej kobieta bynajmniej nie jest uprzywilejowana, lecz została dopuszczona raczej do mniej atrakcyjnych, pomocni­czych, gorzej płatnych zajęć i musi więcej niż mężczyzna wy­siłku wkładać dla zdobycia lepszego stanowiska. A ponieważ samotne ciotki już dawno odeszły także do pracy, a rozwój przemysłu (zabrał żeńską służbę, dawne „gniazdo rodzinne”, gęsto zaludnione i zapewniające wszystkim opiekę, zmieniło się w dzisiejszą rodzinę „nuklearną”, cechującą się brakiem miejsca i możliwości opiekuńczych w stosunku do dzieci, starców i chorych. Nie znane dawniej zjaiwisko oddawania dzieci do żłobków i przedszkoli, a starców do zakładów opie­kuńczych stało się zjarwiskiem masowym, charakterystycznym rysem stylu życia.

ZMIENIAJĄCY SIĘ MODEL RODZINY

W XX wieku model rodziny zmienił się wybitnie w stosun­ku do modelu dotychczasowej rodziny patriarchalnej, w któ­rej ojciec był najwyższą władzą i jedynym źródłem utrzyma­nia, a dziećmi i starcami opiekowała się nie tylko matka, ale i nie pracujące zawodowo krewne-rezydentki oraz żeńska służba. Ponadto wydatki finansowe na kształcenie dzieci były mniejsze, gdyż tylko synowie musieli zdobywać zawód — dziś muszą go mieć i córki. Zrównanie kobiet w prawie do wy­kształcenia i pracy zawodowej wybitnie wpłynęło na rozwój ich ambicji w tym kierunku. Małżeństwo i własny dom prze­stały być jedynym celem dążeń młodej kobiety — obok tego wyrosły cele ‚inne, często uważane przez nią za ważniejsze: niezależność finansowa i kariera zawodowa.

FALE DYSKUSJI

Każdy taki artykuł wywołuje falę żywej dyskusji, w której ścierają się poglądy zwolenników i przeciwników zwiększa­nia rozrodu. Ci ostatni szermują argumentem: „Nie ilość, lecz jakość”, biorąc też w obronę prawa kobiet do pracy zawodo­wej, do kariery i awansów, a nawet wysuwają twierdzenia, że Polska powinna być rodzajem klubu, do którego tylko za specjalnym pozwoleniem wolno byłoby parze małżeńskiej wprowadzić jednego — i tylko jednego — nowego cizłonka (lM>an). „Kwestia kobieca” nabrała w tych dyskusjach nowych ru­mieńców życia. Okaizało się, że niesłusznie schowano ją do lamusa, gdyż wcale rozwiązana nie jest. W dziedzinie spo­łecznej i demograficznej na ujawnienie się skutków pewnych masowych zjawisk trzeba nieraz czekać długie dziesiątki lat. Takim zjawiskiem było odejście kobiet z domu do pracy za­robkowej, do biur, sklepów i fabryk.

PROGNOZY DEMOGRAFICZNE

Autor ten zwraca też uwagę na pogorszenie się pro­gnoz demograficznych przez dużą i wciąż rosnącą liczbę rozwodów, nasilającą się urbanizację oraz wzrost zatrudnie­nia kobiet. Tak czy owak, starzenie społeczeństwa postępuje i trendy demograficzne nie muszą być zbyt dobre, skoro co pewien czas pojawiają się w prasie alarmujące głosy zaniepokojo­nych publicystów, którzy wykazują, że przy utrzymaniu się dzisiejszego modelu rozrodczości już za kilkadziesiąt lat — gdy wymrze obecne pokolenie młodych rodziców pochodzą­cych z powojennego demograficznego wyżu — nastąpi wy­raźny i znaczny spadek liczby ludności w kraju. I spadek ten będizie się nasilał, jeśli nie pojawi się wydatny wzrost roz­rodczości.

ZASTĘPOWANIE POKOLEŃ

W tym swoistym organizmie, jakim jest społeczeństwo ludzkie, zagadnienie sprowadza się do zastępowalności po­koleń. Chodzi o to, by każde pokolenie potomne było co najmniej równie liczne jak rodzicielskie, biorąc w skali całe­go społeczeństwa, a nie rodziny. W takim razie przeciętna liczba dzieci w małżeństwach płodnych powinna wynosić około 2,5, ponieważ zastąpieni muszą być nie tylko rodzice, ale i obywatele bezdzietni.Przeciętna większa niż 2,5 oznacza rozrost społeczeństwa, niższa niż 2,5 jego starzenie się i — przy utrwaleniu tren­du — powolne wymieranie.Według Smolińskiego w Polsce liczba dzieci na jedno mał­żeństwo, które żyje w swym związku od 10 do 14 lat po ślu­bie, wynosi przeciętnie 2,36 (miasta 2,04, wie-ś 2,85). Autor uważa, że zapewnia to tzw. reprodukcję prostą. Wołynowicz natomiast opierając się na danych spisu z 1974 r. wylicza, że na około 18 milionów osób dorosłych było tylko około 13 milionów dzieci, a powinno ich być około 22 miliony dla zachowania reprodukcji prostej, czyli zastępowalności po­koleń.

W KRAJACH EUROPEJSKICH

W krajach europejskich wzrasta ona już bardzo powoli, i to głównie dzięki postępom medycyny w zwalczaniu chorób i przedłużaniu życia. Wskutek tego za życia jednej pary małżeńskiej rodzą się nie tylko jej dzieci, lecz również wnuki i prawnuki, a zatem nawet jeśli rodzi się ich niewiele, ogólna liczba ludności wzrasta. Ale wzrasta nie dzięki zwiększonemu rozrodowi, lecz dzięki zwolnionemu wymieraniu, co jest rów­noznaczne ze starzeniem się społeczeństwa (zwiększeniem w nim odsetka osób starych). Zjawisko to, które demografowie przypisują bardziej zmniejszeniu rozrodu niż wydłużaniu ży­cia, wykazuje daleko idącą analogię ze starzeniem się orga­nizmu żywego. Coraz mniej elementów młodych, a coraz wię­cej starych, zwyrodniałych, skazanych na rychłą zagładę proces, który musi doprowadzić do zagłady całego ustroju.

ANTYKONCEPCJA

Często w niej właśnie przywódcy tych krajów upatrują naj­lepsze rozwiązanie swych kłopotów, nie umiejąc zorganizo­wać żyda i pracy dla większej liczby ludności. A medycyna dzisiejsza nie zaprzestaje wysiłków nad ulepszeniem metod antykoncepcji. Bardzo być może, iż obawy, nadzieje i namiętne dyskusje na temat skutków przewidywanej światowej eksplozji demo­graficznej są po prostu przedwczesne. Istnieją mocne trendy psychologiczne działające w kierunku znacznego zmniejsze­nia przyrostu naturalnego — hedonizm, dążność do użycia, wygodnictwo, odejście od religii i związane z tym zmniej­szenie szacunku dla człowieka itp. Oczywiście może jeszcze upłynąć wiele czasu, zanim trendy te obejmą również Trzeci Świat, ale trudno nie spostrzec, że ogólna sytuacja zmierza w tym kierunku i jeśli nie pojawią się tendencje nowe, a cy­wilizacja europejska nadal będzie propagowała i rozszerzała swe dzisiejsze wzorce, może nadejść czas, gdy ogólna liczba ludności na świecie zamiast się zwiększać — zacznie maleć.

WYSOKA PŁODNOŚĆ

Wysoka płodność też wymaga ascezy i trzeiba stwierdzić, że rasa (biała już w znacznej mierze tę ascezę odrzucała. Dla­tego jej rozrodczość zmniejszyła się wyraźnie. O eksplozji demograficznej mówić dziś można tylko jeszcze w odniesie­niu do krajów i społeczeństw tzw. Trzeciego Świata. Ale przecież obserwujemy wyraźne europeizowanie się tych spo­łeczeństw, wyraźne ich ku temu dążenie. Czy zatem przyjęcie przez nie europejskiego stylu życia nie będzie oznaczało rów­nież przyjęcia europejskiego stylu rozrodu? Czy siły tradycji i religii zdołają temu przeszkodzić? Czy wielodzietność nie zostanie również u nich uznana za jarzmo i z ulgą odrzuco­na, jak to się stało w Europie? Tabletka antykoncepcyjna penetruje już te kontynenty.

 

NA POWIERZCHNI ZIEMI

Na powierzchni ziemi potrzebnej do wyżywienia jednego człowieka jedzącego mię­so (licząc razem ogród, łąkę i pole) mogłoby się wyżywić trzech jaroszów. Niektórzy żywieniowcy twierdzą nawet, że gdy ludzkość bardzo się liczebnie powiększy, nie będzie już mogła pozwalać sobie na hodowlę zwierząt i w znacznej mie­rze będzie zmuszona przestawić się na białko roślinne. To na dalszą przyszłość. Ale gdyby dziś zaproponować bogatym krajom, by ograniczyły u siebie spożycie mięsa i alkoholu, cukru i białej mąki, przesyłając zaoszczędzone w ten sposób ilości pożywienia krajom głodującym, można przypuszczać, że nie zgodziłyby się na to. A przecież zarówno względy mo­ralne, jak i zdrowotne nakazywałyby takie rozwiązanie. Tak, ale wymagałoby ono wyrzeczeń w zakresie kulinarnych przy­jemności. Wymagałaby ascezy.

POGLĄDY I PROGNOZY

Trudno pogodzić ze sobą te tak sprzeczne poglądy i pro­gnozy. Sądzę, że zagadnienie to ukaże nam się w zupełnie innym świetle, jeśli spojrzymy na nie z punktu widzenia mo­ralności i ascezy. Połowa ludności świata głoduje? Możliwe — ale za to dru­ga połowa jest przekarmiona, przez co popada w miażdżycę i inne przewlekłe choroby skracające życie. W krajach roz­winiętych i uprzemysłowionych znaczny procent wartości odżywczej ziarna zostaje odrzucony przy wyrobie białej mąki, niemałą część żywności przerabia się na alkohol, a ogromna część areału ziemi uprawnej przeznaczona jest na paszę dla zwierząt rzeźnych. Obliczono, że aby wytworzyć 1 ka­lorię w postaci wołowiny, zwierzę musi zjeść 18 kalorii w pa­szy, ponieważ ogromna część wartości odżywczej paszy idzie na procesy życiowe samego zwierzęcia.